Nad tytułem dzisiejszego artykułu chwilę się głowiłem, bo nie byłem pewien czy chcę o tym pisać. Jednak opisuję to co widzę, czego doświadczam i przede wszystkim to co może dotknąć każdego z Nas. Scenariusz jest prosty. Idziemy do szkoły podstawowej i już wtedy pojawiają się Nam myśli "Kim chcemy być", "Co chcemy robić w życiu". Jeden chce być lekarzem, inny prawnikiem, architektem, nauczycielem i tak dalej. W późniejszych latach edukacji jest to szybko weryfikowane i przyszły lekarz niekoniecznie jest zdolny z biologii czy chemii, architekt nie potrafi rysować, ale chcę ugryźć to inaczej. Jest jeszcze inna siła, która pcha Nas w pewne kierunki. Rodzice. Tak Moi drodzy czytelnicy, rodzice.
Idąc z gimnazjum(tak trochę temu to było) do liceum rodzice pchali mnie w kierunku farmacji, jednak chciałem iść na informatykę albo architekturę. Wybór padł na mat-geo-inf, a że niestety nie umiem zbyt dobrze rysować, to ukierunkowałem się w informatyce. Ci co czytają tego bloga od początku pewnie głowią się gdzie ta fotografia? Cóż początki fotografii datuję na długie wakacje między zdaną maturą, a początkiem studiów. Szybko zdałem sobie sprawę, że to co chcę robić w życiu to zdjęcia, które utrwalają chwile, by one były nieśmiertelne. Dalej słyszałem, że powinienem pójść na farmację, byłoby mi prościej w życiu, ale ja tego nie chciałem. Chciałem pisać programy, ale również robić zdjęcia albo robić zdjęcia, ale również programy, które pomagają w życiu. Dalej, w którymś zeszycie mam plan sztucznego serca działającego na zasadzie automatycznego zegarka. Nie ja jeden tak miałem. Jeden z moich przyjaciół, który poszedł na prawo był odciągany od tego pomysłu. Ktoś pomyśli, dlaczego? Jego tata, prawnik uważał, że w dzisiejszych czasach lepiej pójść w coś innego. Jednak Jego syn miał inne zdanie i obecnie pracuje w dobrej kancelarii.
Po obronie inżyniera poszedłem na staż do jednej z firm produkujących oprogramowanie. Tam zobaczyłem, że testy są bardzo fajne i jest to moje miejsce w tym, a z drugiej strony kilka dni po rozpoczęciu stażu zarejestrowałem działalność fotograficzną dodając w pkd pośrednictwo sprzedaży obrazów i usługi informatyczne, tak na wszelki wypadek. Ponownie rodzice uważali, że z fotografii nie dorobię się, choć ponownie miałem inne zdanie niż oni. Faktury się zgadzały przez pierwsze dwa miesiące, ale wirus Naszych czasów pokazał z powrotem rogi i chłodne czasy dla mojej firmy też musiały nadejść. Nie chcę się dać, nie dam się, ale mając czytelników mogę się tym podzielić. Imperia buduje się w mękach i tu też tak może być, zresztą nikt nie mówił, że będzie prosto, a niektórzy wręcz, że to a wykonalne.
Brakuje mi w tym artykule ludzi, którzy nie wyłamali się, tylko szli jak na smyczy za planami, scenariuszami rodziców czy innych bliskich osób. Takich jest ogrom, czy to właściwe? Zapewne po tych trzech akapitach znacie moje zdanie, które można scalić w jedno słowo, nie. By być dobrym w tym co się robi trzeba chcieć to robić, bo to Nasze życie i chyba nikt nie chce wstawać rano i myśleć "znowu do tej jebanej roboty" zapewne dodając magiczne, stare jak świat słowo "kurwa". Może być ciężko, co ja gadam, będzie, ale jeśli chcemy wstawać z uśmiechem na twarzy i nie traktować pracy jak pracę, to najzwyczajniej w świecie musimy zapierdalać na to i przecierpieć swoje. Jeśli mnie czyta jakiś rodzic, to weźcie dajcie trochę wolnej woli swoim dzieciom. Sam chciałbym by moje dziecko było zajebistym prawnikiem czy piłkarzem, ale to Ono musi tego chcieć. Tyle na dzisiaj. Do zobaczenia jutro!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz