niedziela, 12 grudnia 2021

Co Nas omija gapiąc się w ekran smartfona?

     Aż musiałem sprawdzić czy rzeczywiście pisze się smartfon i cholera ku mojemu zdziwieniu faktycznie. Dobra, cześć wszystkim i nie przeciągając przechodzimy do tematu. Zapewne Wy też podróżując komunikacją miejską macie słuchawki na uszach i oczy wlepione w piksele telefonu praktycznie całkowicie odcinając się od otaczającego Nas świata. 

        Ostatnio jadąc autobusem, linią 113 na urodziny znajomego rzucił mi się obraz ulicy Bodzentyńskiej, u końca której był diabelski młyn. Cóż to byłoby za piękne zdjęcie! Ten moment uświadomił mnie, że takich obrazów musi być więcej, obrazów do podziwiania. Czy to jadąc autobusem, czy pociągiem. Sam zatracając się w otchłani smartfona pewnie mijam takich widoków miliony, dlatego uznałem, że warto się tym z Wami podzielić. Dzisiejszy wpis jest z gatunku tych krótkich, ale myślę dających pole do rozmyśleń. Życzę Wam miłego, niedzielnego wieczoru, a jutro napiszę coś dłuższego, do usłyszenia!

sobota, 11 grudnia 2021

Przyszłość, czyli co My chcemy robić w życiu, a co ludzie, bliscy Nam ludzie chcą.

     Nad tytułem dzisiejszego artykułu chwilę się głowiłem, bo nie byłem pewien czy chcę o tym pisać. Jednak opisuję  to co widzę, czego doświadczam i przede wszystkim to co może dotknąć każdego z Nas. Scenariusz jest prosty. Idziemy do szkoły podstawowej i już wtedy pojawiają się Nam myśli "Kim chcemy być", "Co chcemy robić w życiu". Jeden chce być lekarzem, inny prawnikiem, architektem, nauczycielem i tak dalej. W późniejszych latach edukacji jest to szybko weryfikowane i przyszły lekarz niekoniecznie jest zdolny z biologii czy chemii, architekt nie potrafi rysować, ale chcę ugryźć to inaczej. Jest jeszcze inna siła, która pcha Nas w pewne kierunki. Rodzice. Tak Moi drodzy czytelnicy, rodzice. 

    Idąc z gimnazjum(tak trochę temu to było) do liceum rodzice pchali mnie w kierunku farmacji, jednak chciałem iść na informatykę albo architekturę. Wybór padł na mat-geo-inf, a że niestety nie umiem zbyt dobrze rysować, to ukierunkowałem się w informatyce. Ci co czytają tego bloga od początku pewnie głowią się gdzie ta fotografia? Cóż początki fotografii datuję na długie wakacje między zdaną maturą, a początkiem studiów. Szybko zdałem sobie sprawę, że to co chcę robić w życiu to zdjęcia, które utrwalają chwile, by one były nieśmiertelne. Dalej słyszałem, że powinienem pójść na farmację, byłoby mi prościej w życiu, ale ja tego nie chciałem. Chciałem pisać programy, ale również robić zdjęcia albo robić zdjęcia, ale również programy, które pomagają w życiu. Dalej, w którymś zeszycie mam plan sztucznego serca działającego na zasadzie automatycznego zegarka. Nie ja jeden tak miałem. Jeden z moich przyjaciół, który poszedł na prawo był odciągany od tego pomysłu. Ktoś pomyśli, dlaczego? Jego tata, prawnik uważał, że w dzisiejszych czasach lepiej pójść w coś innego. Jednak Jego syn miał inne zdanie i obecnie pracuje w dobrej kancelarii. 

    Po obronie inżyniera poszedłem na staż do jednej z firm produkujących oprogramowanie. Tam zobaczyłem, że testy są bardzo fajne i jest to moje miejsce w tym, a z drugiej strony kilka dni po rozpoczęciu stażu zarejestrowałem działalność fotograficzną dodając w pkd pośrednictwo sprzedaży obrazów i usługi informatyczne, tak na wszelki wypadek. Ponownie rodzice uważali, że z fotografii nie dorobię się, choć ponownie miałem inne zdanie niż oni. Faktury się zgadzały przez pierwsze dwa miesiące, ale wirus Naszych czasów pokazał z powrotem rogi i chłodne czasy dla mojej firmy też musiały nadejść. Nie chcę się dać, nie dam się, ale mając czytelników mogę się tym podzielić. Imperia buduje się w mękach i tu też tak może być, zresztą nikt nie mówił, że będzie prosto, a niektórzy wręcz, że to a wykonalne. 

    Brakuje mi w tym artykule ludzi, którzy nie wyłamali się, tylko szli jak na smyczy za planami, scenariuszami rodziców czy innych bliskich osób. Takich jest ogrom, czy to właściwe? Zapewne po tych trzech akapitach znacie moje zdanie, które można scalić w jedno słowo, nie. By być dobrym w tym co się robi trzeba chcieć to robić, bo to Nasze życie i chyba nikt nie chce wstawać rano i myśleć "znowu do tej jebanej roboty" zapewne dodając magiczne, stare jak świat słowo "kurwa". Może być ciężko, co ja gadam, będzie, ale jeśli chcemy wstawać z uśmiechem na twarzy i nie traktować pracy jak pracę, to najzwyczajniej w świecie musimy zapierdalać na to i przecierpieć swoje. Jeśli mnie czyta jakiś rodzic, to weźcie dajcie trochę wolnej woli swoim dzieciom. Sam chciałbym by moje dziecko było zajebistym prawnikiem czy piłkarzem, ale to Ono musi tego chcieć. Tyle na dzisiaj. Do zobaczenia jutro!

piątek, 10 grudnia 2021

Grudzień, a także wojny skłotersów i anarchistów.

    Chyba każdy zna określenie squoatter, bądź skłoter, ale to zapożyczenie jest najzwyczajniej w świecie na tyle obrzydliwe, że nie mam zamiaru go stosować. Jeśli nie, to wyobraźcie sobie urbex z ziomkami. Zaparzacie herbatę w termosie, by poczekać dobre 20 minut na kumpla, który wziął auto od rodziców, jeszcze musicie skoczyć na stację po fajki i jedziecie w podróż do jakiegoś opuszczonego obiektu otoczonego lasem. Wysiadacie przy ścieżce, która prowadzi do tego budynku i zaczynacie zwiedzanie. Na pierwszym piętrze usłyszeliście jakiś dziwny dźwięk z pomieszczenia obok, tak... To squoatter. Wpadacie wszyscy do tego pomieszczenia, mimo faktu, że już przy futrynie drzwi czuć zapach jakby coś tam się rozkładało i widzicie człowieka w obdartych, ubrudzonych fekaliami ubraniach, który próbuje coś opalać na łyżeczce, choć spokojnie obok leży również strzykawka i żarówka z wbitą lufką. Tak mniej więcej wygląda squoatter.

    Równie wartym uwagi jest anarchista. W tym przypadku niestety bardziej istotna jest systematyka charakteru niż zbiór cech widocznych. Mianowicie anarchistów cechuje wyparcie władzy, choć jak teraz myślicie o ***** *** to nie, nie jest to anarchia, tylko niezadowolenie z obecnych rządów. Wyobraźcie sobie świat bez przepisów prawa, bez w zasadzie bez niczego. Kradniecie auto, przejeżdżacie na czerwonym świetle, pieszych chlastacie wycieraczkami, by zlecieli z maski i nikt Wam nic nie może zrobić, bo nie istnieją normy, które to regulują. Dobra, biorąc pod uwagę, że tamto zdanie mogło być zachęcające, to dopowiem, że każdy może Was odstrzelić, nie istnieje własność prywatna, czyli każdy może nas okraść i tak dalej. Okropny scenariusz, do którego sądzę, że nie można dopuścić. 

    W powyższych akapitach ewidentnie rzuca się w oczy, że squoatter jest mniej szkodliwy, a jakakolwiek wojna między tymi dwoma frakcjami byłaby niezwykle dziwna, bo tak naprawdę nie wchodzą sobie w drogę. Jednak kilka dni temu usłyszałem o ich wojnie. Zaparzcie sobie herbatki i zweryfikujmy ten temat.


    Ze skłotu kolektywu Syrena został wyrzucony przez członków "Stop Bzdurom", które w skrócie będę nazywać SB Di białoruskiego pochodzenia oraz jego partnerka, którzy byli spoza kręgu SB. Członkowie tej niebezpiecznie brzmiącej organizacji zaspawali furtkę oddzielającą Przychodnię(polecam sprawdzić w google wpisując "Przychodnia skłot") od Syreny i wyposażeni w zapasy butelek do polewania wodą, wiatrówkę, lasery do oślepiania i pirotechnikę. Wojna rozpoczęła się w momencie gdy strona Przychodni, ta której członków wyrzucono chciała przeciąć kłódkę furtki. Trzymając narzędzie elektryczne, prawdopodobnie jakąś przecinarkę została oblana wodą. Na szczęście nic się nie stało. Jednak wojna domowa squoattersów z anarchistami, którzy w tym wypadku też nimi są jest zaiste ciekawa. Jedna z osób SB pisze, że "Kolejny raz maczystowski skłot zaatakował społeczność queerowo-feministyczną", a jeśli jeszcze popcornu nie wypluliście, to później dodała "Nieumiejący opanować swojego gniewu cis-heteroseksualni mężczyźni pozbawili domu queerowo-feministyczne osoby". Z kolei Przychodnia poprawia to co pisze SB. Wojna przeszła do internetu... na szczęście.

    Moim zdaniem cała wojna wywodzi się z różnicy podejść. Anarchistyczna grupa "Stop Bzdurom", w której członkiem jest Margot prawdopodobnie wymaga od innych squoattersów zmiany poglądów na te ich. To jest ogromny zbiór różnych osób, gdzie część stanowi SB. Przypuszczam, że taka wojna wojna była kwestią czasu. 


    Dzisiejszy wpis trochę dłuższy niż zazwyczaj, jednak trochę krótki jak na to, by nazywać to określonym źródłem informacji, stąd polecam zapoznać się z tematem na funpage'ach obu ugrupowań, by wypracować swoje zdanie. Kolejny wpis w tym roku za Nami, jutro kolejny... myślę, że wrzucę go wcześniej niż dziś(post trafia praktycznie o godzinie 23:00), także do zobaczenia jutro!

czwartek, 9 grudnia 2021

Trochę mnie nie było.

     

    

    Witam wszystkich, pewnie dużo Nas nie zostało, ale myślę, że przy codziennych postach zrobi się jeszcze większa rzesza czytelników. Nie było mnie tu prawie dwa lata i patrząc w posty zakręciła się łezka w oku, ale również pojawił się uśmiech na twarzy. Z nazywaniem siebie początkującym fotografem, który miał 3-letnie wówczas doświadczenie, nabrałem odwagi, by się nazywać profesjonalnym fotografem i dorosłem do tego by we wrześniu 2021 roku założyć działalność. Świat postrzegam podobnie i dalej przestrzegam rycerzy prawictwa przed stulejką na ich fiflakach. Zaczynamy nowy etap w historii blogowania, ale starym słowem wytłuszczonymi literami!


    Dawno z Wami nie pisałem, ale to nie jest ważne. Stoimy tu i teraz, ja i Wy. Instagram, który prowadzę, @stolik_po_prostu służy do vlogów i pokazywania fotografii, a tu będę pisać o najróżniejszych rzeczach. Tematem dzisiejszego postu jest "Przyznanie racji".


    Każdy zna sytuację, w której prowadzimy dyskusję, nacechowaną często emocjami, często bardzo dużymi, zupełnie jakby na piwo spotkali się kibice Wisły i Legii. Wiecie o co chodzi, zapach potu, doprawiony tanim piwem, przerwy na bekanie i ten kij baseballowy przy prawej ręce, niekiedy maczeta. Wyobrażamy to sobie, zupełnie jakby to był film Patryka Vegi. Nadchodzi moment, kiedy tak zripostowaliśmy oponenta, że na naszym dresie, między nogi wykazuje się gigantyczny, indiański namiot, tak właśnie jesteśmy tym podekscytowani. Najlepiej go zgnoić na messengerowej grupie, by bał się odezwać. Jednak czy to jest to czego tak naprawdę chcemy?


    Wydaje mi się, choć mogę się mylić, że nie jest to kwintesencja tego co chcemy osiągnąć w dyskusji. Większość przypadków wykazuje, że chcemy usłyszeć, że mamy rację, ale i w tym przypadku często nie ma to pokrycia. Takim hasłem można rzucić, by oponent najzwyczajniej w świecie zamknął mordę i spierdalał. Zatem czego My chcemy w dyskusji? Może zrozumienia stanowiska. Przypuszczam, że to jest kwintesencja, a jak do tego dodamy otwartość w dyskusji, to w zasadzie większość konfliktów byłaby zażegnana w jednej rozmowie.  


    Podsumowując, to w dyskusji, nie jest istotna erekcja wywołana zripostowaniem oponenta, nawet nie jest istotna jakakolwiek satysfakcja zrobienia z kogoś idioty, czy sprawienia mu przykrości. Istotą dyskusji jest zrozumienie stanowiska drugiej osoby i dlaczego tak myśli. Po wymianie argumentów i konkluzji ludzie powinni sobie podać rękę i pójść w swoje strony. Tak by było najlepiej, ale niestety świat nie jest różowy, nieważne jakbyśmy go próbowali pomalować. Do usłyszenia jutro!