wtorek, 24 grudnia 2019

Miłość i inne używki


 Równo 12 dni temu pisałem ostatni post, 10dni temu miałem natchnienie na następny, 8 myślałem o dziewczynie, z którą nie jestem, bo spieprzyłem, 6 nie pamiętam, a 4 zachlałem. Wszędzie ta pieprzona dwójka. Nawet jak wychodzi się na piwo, to zazwyczaj są przynajmniej dwa.


 Tak samo w przypadku par. Para to dwa i koniec. Dewiacje trójkątne, czy origami zwane orgiami zostawiam fetyszystom. Zastanawiam się ile można wybaczyć osobie, którą się kocha. Według Biblii wszystko. Według mnie... zależy. No bo zobaczcie. Jeśli kochacie i jesteście z osobą, która nałogowo was zdradza i jest z wami z przyczyn bliżej nieokreślonych, to chyba coś tu nie gra. Jeśli dodamy, że ta osoba was bije, to już mam spory mindfuck. Miłość chyba uzależnia mocniej od heroiny, a i w takim przypadku ta destrukcja może być znacznie gorsza. Kurcze, szczerze mi żal osób, które tkwią w czymś takim. Pomijając Biblijną postawę ofiary w tej parze jest to tak delikatny temat, że osobiście boję się go poruszać. Wydaje mi się, że w takim związku persona dotknięta brakiem szacunku, bo inaczej tego się nie da nazwać, nie umie patrzeć w przyszłość. Bo... to nie przyszłości. Niestety. Oczywiście jest moja opinia, lecz większość osób się ze mną chyba zgodzi. 


 Inna sytuacja, to rodzina. Każdy ją ma, niekażdy ceni, niekażdego ceni. O ile w poprzednim akapicie  mogłem jednoznacznie wydać opinię, to tu jest problem. Ciężko mi się postawić na miejscu osoby , która została odrzucona przez rodzinę lub występowała przemoc. Jednak postaram się odpowiednio do tego podejść.

 Wydaje mi się, że w tych więzach krwi coś jest. Zresztą miłość rodzinna jest totalnie dziwna i wydaje mi się, że pancerna, bo wytrzyma wszystko. Nawet jeśli jest jakikolwiek konflikt, to ostatecznie ta zgoda będzie, choć może po 10latach:v Stąd wzgląd na więź krwi jest zasadny. Ciągnie nas do osób z naszej linii, kodu i jesteśmy w stanie bardziej ich zrozumieć, łatwiej im przebaczyć.  Oczywiście w większości przypadków, bo są osoby, które nigdy nie wybaczą komuś z rodziny. 


 Ostatnim przypadkiem, który chcę poruszyć jest miłość do zwierzęcia. Znaczy nie chciałem, ale pytanie z pierwszego akapitu sprawia, że muszę. Chyba najsilniejsza więź. Nie zrozumcie mnie źle, ale jak rodzice się od was odwrócą, żona ucieknie z dziećmi i majątkiem, to pocieszenie znajdziecie albo przy czystej albo przytulając psa, w drugim przypadku będziecie mieć dla kogo żyć:v Myśląc o tym od razu widzę serię filmów z "Johnem Wickiem" czy chociażby "Lessie Wróć" albo książkę pt. "Misja Szczeniak". Po za tym jak jesteśmy przy tekstach kultury. To ile znacie filmów, gdzie zwierzęta są w negatywach pokazane? Oczywiście nie mówię tu o "Godzilli" czy "Parku Jurajskim" tylko o normalnych filmach, które by pokazywały zwierzę jako złą istotę. No właśnie. Prawdopodobnie nie ma. Ale filmy o złych partnerach, o złych rodzicach, złej rodzinie, pominę dziadków zombie, etc. to tego jest od groma. W takim razie ile możemy pupilowi wybaczyć? W zasadzie chyba wszystko, nawet jak pogryzie nasze ulubione oxfordy czy garnitur od Prady. 

 
 W takim razie jak to jest z tą miełością, ile jest w stanie wytrzymać?

 Każda z tych trzech jest ważna lecz pamiętajcie, rodzina jest najważniejsza. Jak bierzecie pupila, to jesteście za niego odpowiedzialni i przemyślcie taką decyzję, bo każde zwierze ma uczucia. Co do partnerki czy partnera, to jeśli nie będzie szanować waszej rodziny i będzie źle traktować pupila, to nie zasłużył na was i tyle. 

 Kończę dzisiejszy wywód, bo trzeba przygotować się na Wigilię pamiętajcie o swoich pupilach i ich słuchajcie, dzisiaj będą mówić :) Życzę wam wszystkim Spokojnych, Wesołych Świąt w gronie rodziny, a także udanego Sylwestra! 








 

piątek, 13 grudnia 2019

Rycerze prawictwa, stuleje, czy oni są romantykami?

Słysząc stulejarz widzimy człowieka z koprem pod nosem, który jest ciągle napalony na swój pierwszy stosunek z loszką. Choć oczywiście oficjalna definicja słowa stulejarz porusza o kilka kwestii więcej, jednak na potrzeby dzisiejszego problemu skupimy się na tej z pierwszego zdania. 

O ile romantyka czy stulejarza znajdziecie u wujka Google, to z Rycerzem Prawictwa możecie mieć problem, bo to moje autorskie określenie. A zatem:

Rycerz Prawictwa - inne określenie słowa stulejarz używane również do friendzonowców.

No i pojawia się pytanie: dlaczego? 

Tym mogę zacząć drugi akapit. Stulejarze biegają w błędnym kole. Im bardziej chcą zaruchać tym bardziej napletek się zaciska, tworząc swego rodzaju sejf cnoty, czyt. dziewczyny ich bardziej nie chcą. Przechodząc do frinedzonowców, trzeba uczciwie powiedzieć, że oni też są stulejarzami. Uparte twierdzenie, że wyjdzie z dziewczyną, która widzi w nim tylko przyjaciela, to jak jedzenie czekolady przez szybę. Naukowcy powinni opatentować to jako chorobę. W mojej opinii jest to zaburzenie wynikające z pogoni za szczęściem penisa i umysłu. Wydaje mi się, że ręka prędzej jest w stanie sprawić większą przyjemność niż łudzenie się, że dziewczyna, która Cię zfriendzonowała chociażby pocałuje już nie mówiąc o jakiś bardziej dyskretnych przyjemnościach.

Jednak pytanie brzmi czy oni są Romantykami?

Zgodnie z definicją romantyka częściowo tak. Jednak w mojej opinii jest to obraza dla romantyków, których znamy z dzieł, które poznajemy w szkole. Wydaje mi się, że Rycerz Prawictwa jest romantykiem, ale romantyk nie musi być stulejarzem czy friendzonowcem

Kończąc moje wypociny, drodzy Rycerze Prawictwa. Schowajcie fifraka do gaci, nauczcie się rozmawiać z kobietami, ogarnijcie o co w tym tak naprawdę chodzi i będzie dobrze ;) Ja wam dobrze życzę, a pamiętajcie, że jedną z konsekwencji bycia Rycerzem Prawictwa jest depresja(potwierdzone w 81% przypadków). Nie chcecie chyba przegrać życia:v 

Dobra, to chyba koniec. Mam nadzieję, że ta pół poważna wypowiedź się wam spodobała. Możliwe, że na weekendzie napiszę coś, ale czas pokaże. Trzymajcie się i miłego piątku!





czwartek, 12 grudnia 2019

Trzeba się przywitać

Cześć wam!


Kiedyś tu sporo pisałem o różnych rzeczach, jednak z upływem czasu usnąłem wszelkie posty i poprzedni blog został przerobiony w historie o sesjach zdjęciowych, Także słowo penis odeszło w zapomnienie i wszelkiego typu wywody w temacie erekcji, upojenia alkoholowego i filmów porno musiałem sobie darować. Zresztą tak samo z etapem nastoletniego życia. Chociaż on akurat się skończył, mimo że dalej 16 umysłowo. 

Tyle słowami wstępu. Nikt mnie nie pamięta, blog jest nowy, starego nazwy zapomniałem(została ona zmieniona), a posty siedzą w koszu serwera Google. Zresztą miałem małą rzeszę fanów. Jednak w poniższych akapitach wam coś tam opowiem.

Zacząłem pisać blogi, bo mi się nudziło i chciałem się rozpisywać na czymś innym niż messenger. Pisałem najróżniejsze posty. Od Korei przez problemy z kobietami, do przygotowań do matury. Później przyszły studia i posty były rzadko, czasami raz na kilka miesięcy, w których pisałem, że "słuchajcie wróciłem", "wybaczcie, że mnie nie było". Niestety gówno warte gadanie, które było warte tyle, co friendzone dobiło mnie i totalnie straciłem wenę. Ostatecznego nokautu dokonali przyjaciele, którzy śmiali się ze mnie, z tego co robię wyciągając rzeczy z kontekstu. Nie zrozumcie mnie źle. Miałem gdzieś co mówili, ale pomyślcie, że tracicie wenę, macie swoje osobiste problemy i jeszcze najbliżsi wbijają w was szpile. Nosz kurwa mać, pękło coś we mnie. 

Będąc początkującym fotografem, przekonwertowałem całego bloga na stronę ze zdjęciami, a w formie ostatecznej, dzisiejszej formie jest zbiorem opowiadań z sesji zdjęciowych, tak jak w pierwszym akapicie. Po młodym blogerze opisującym swoje nastoletnie życie i nastoletnie poglądy zostały wspomnienia. Jednak nie tylko się zmieniło na przestrzeni tych lat.

Smak czerownego Davidoffa zamieniłem na glikolowo-glicerynowy dym e papierosa. Piękne imprezy w naszym ulubionym lokalu poszły w zapomnienie, bo mój ukochany lokal został zamknięty. Przestałem być kolorową postacią, która organizowała tam imprezy i znali, lubili ją wszyscy. Było mi ciężko stać się szarym człowiekiem i od tak pogodzić się z tym wszystkim. Dalej jestem rozpoznawalny, ale to już nie jest to. Motyw prawie jak z "BoJack Horseman", ale bez przesady.

Co było dalej? Studiowałem, studiuję, robię zdjęcia, jakoś żyję.  Dzisiaj uznałem, że wracam do was i   rozbujajmy ten smutny świat :) Dzięki wszystkim bliskim, co chcieli bym wrócił do pisania, a przypadek pokazał mi drogę i nią pojechałem tym tak zwanym różowym polonezem z pewnej gry. Czas pokaże co to za droga, a ja tymczasem się z wami żegnam. Widzimy się niebawem!

PS. To niebawem, to nie takie niebawem, bo mamy 00:59, a jak wrócę z uczelni zabieram się za pisanie pierwszego artykułu dla was. Zdradzę tylko, że będzie miał ciekawy tytuł i o wiele ciekawszą treść ;)